MOJE WSPOMNIENIA Z RYMANOWA ZDROJU

Barbara Kędzierska

Do Rymanowa Zdroju przyjechałam po raz pierwszy latem 1982 roku z moją dwuletnią córką. Zamieszkałyśmy w willi „Wanda", w pobliżu rzeki Tabor. Agatka była zachwycona miejscem, które tak bardzo różniło się od otoczenia, w jakim do tej pory przebywała(dziesięciopiętrowe blokowisko na osiedlu Nowe Miasto w Rzeszowie). Brakowało jej jeszcze słów do wyrażenia tego zachwytu, więc na każdym spacerze całowała mnie raz po raz w rękę. A i ja cieszyłam oczy dostojnymi lasami jodłowymi, wdychając balsamiczne powietrze.
Cztery lata później odwiedzilyśmy Rymanów Zdrój z babcią Włodzimierą — moją teściową. Babcia opowiadała nam o tym, jak przed wojną jeździła na wakacje do dziadka w Desznie, który był tam proboszczem grekokatolickiej parafii. Zaprowadziła nas na jego mogiłę (z trudem odnalezioną), znajdującą się na miejscu, gdzie stała dawniej cerkiew. Wśród zarośli zobaczyłyśmy grób z kamienną, omszałą płytą i żelaznym krzyżem, z tabliczką, na której odczytałyśmy ledwo widoczny, pokryty rdzą napis:
„Wachnianin Włodzimierz ks.kanonik proboszcz parafii gr.kat. - Deszno. Umarł 18 maja 1945 r, przeżył lat 80, prosi o modlitwę".
Dziś napis jest wyraźny, odnowiony ręką jednego ze studentów ASP z Krakowa. Podczas letniego obozu w 1997 roku zajmowali się oni renowacją starych cmentarzy na tych terenach. Wśród pokrzyw można było dostrzec mur z kamieni, który otaczał
Sierpień 1939 r. Babcia (dziewczynka z pieskiem) wraz z siostrą i kuzynem na wakacjach w Desznie.
Mateusz (w środku) z ciotecznym rodzeństwem na grobie swojego prapradziadka.
kołem nie istniejącą cerkiew, a także kamienną chrzcielnicę z wyrytym napisem, nie dającym się niestety odczytać.
Babcia opowiedziała nam wtedy o łemkowskich kobietach, które strojnie ubrane, idąc w niedzielę do cerkwi z odległych domów, szły boso niosąc buty w rękach. Następnie w pobliskiej rzece myły nogi, zakładały buty i tak wchodziły do świątyni.
Mieszkałyśmy wówczas w „Słonecznej", gdzie tzw. instruktorem kulturalno-oświatowym był pan Bolanowski — syn przedwojennego właściciela pensjonatu. Organizował on ciekawe wycieczki po Zdroju i okolicy, opowiadając barwnie o historii tej ziemi. Sporą grupę kuracjuszy nasz przewodnik prowadził szlakiem czerwonym do Wołtuszowej - nie istniejącej wsi. Pokazał nam ręką którędy biegła droga przez wieś, gdzie stały chaty pięknie zdobione przez swych gospodarzy — Łemków. Zobaczyliśmy tylko zdziczałe drzewa owocowe. Zapytałam go, czy znał księdza Wachnianina z Deszna. Odpowiedział: - A jakże, doktor Wachnianin był tutaj znaną postacią i przyjeżdżał odprawiać msze w Wołtuszowej. Wskazałam wówczas na moją córkę mówiąc: — Oto jego praprawnuczka. Zastanowiło mnie nieco słowo doktor, ale nie zapytałam o to pana Bolanowskiego. Dziś już nie odpowie mi na moje pytania - dowiedziałam się, że nie żyje.
Nasza ukochana babcia Włodzia —wnuczka ostatniego księdza grekokatolickiego z Deszna też odeszła od nas. Pozostały albumy ze zdjęciami,a wśród nich kilka z wakacji u dziadka.
Obecnie do Rymanowa Zdroju jeżdżę z młodszym synem Mateuszem. W lecie objeżdżamy na rowerach wszystkie okolice, a w zimie szusujemy na nartach, jeździmy na sankach. Oboje twierdzimy, że nie ma lepszych miejsc do wypoczynku. Z mapą w plecaku wędrujemy szlakami turystycznymi do Iwonicza, Bałucianki, Królika, Wołtuszowej, nad zalew w Sieniawie. Wspinamy się na góry: Zamczyska, Mogiłę, Dział, Przymiarki, Cergową.
Wędrujemy dziś po ścieżkach, którymi kiedyś chodzili przodkowie moich dzieci,oglądamy piękne krajobrazy, które oni oglądali i cieszę się, że syn potrafi już bez trudu wyznaczyć trasę wiodącą na mogiłę prapradziadka, by zapalić na niej świeczkę.




Icon Return to Lemkos Home Page

Document Information

Document URL: http://lemko.org/polish/sprz/14.html


E-mail: walter@lemko.org

Copyright © LVProductions, Ltd.

Originally Composed: April 25th, 2003
Date last modified: