i Rymanowie, a u Romerów były już cztery córki: Jadwiga, Maria, Anna i Katarzyna. Młodsza córka Stanisława i Anny Potockich, Cecylia, po tragicznym końcu dwóch małżeństw wyszła za mąż za Lucjana Ceglińskiego. Młodzi Reyowie, Stanisław i Ludwik, wyrośli na pięknych chłopców, a ich matka cieszy się teraz dwoma córeczkami, Marią i Anna Ceglińskimi. Mieszkają w Janowie koło Mińska Mazowieckiego, gdzie często przebywa Pani Rymanowska.
A we dworze rymanowskim oprócz Stanisława, pierwszego wnuka, dorastają cztery jego siostry: Anna, Beata, Elżbieta i Maria. Przedostatni syn Anny Potockiej, Dominik, z małżeństwa z Heleną Badenianką ma troje dzieci: Cecylię, Annę i Stefana. Prawdziwa to armia wnuków, jak mawiał kiedyś Tytus Działyński.
Przychodzą i nieszczęścia rodzinne. W ostatnim roku pierwszej wojny światowej zmarł niespodziewanie, nie przeżywszy całych lat pięćdziesięciu, ukochany syn Anny, Józef Potocki, wkrótce poszła za nim jego żona. Oboje spoczęli na rymanowskim cmentarzu. Życie idzie naprzód. We dworze rymanowskim gospodaruje teraz pierwszy z wnuków, Stanisław z żoną Józefą z hr. Brzozowskich. Przychodzą na świat pierwsze prawnuki. Odchodzi na zawsze rodzeństwo Anny Potockiej. W 1899 zmarła, zawsze poważnie chora, Cecylia Działyńska, ostatnia co nosiła to nazwisko, po niej księżna Czartoryska i Maria Grudzińska.
Długowieczna generałowa przeżyła wojnę światową w Paryżu, zjechała do Polski po wojnie i dożywała swych dni w Kórniku. Syn jej na trwałe zapisał się w dziejach kultury polskiej, przez utworzenie Fundacji Kórnickiej, której zgodnie z niepisana wolą dziada Tytusa i wuja Jana Działyńskiego, zapisał swój ogromny majątek i bezcenne zbiory muzealne, biblioteczne i archiwalne.
Anna Potocka, przywiązana do wszystkiego co miało związek z jej dzieciństwem, przed objęciem przez Fundację pałacu poznańskiego prosiła o zwrot różnych drobiazgów, które z jej młodością były związane. Zapisanie dostatków rodzinnych ojczyźnie przyjęła jako rzecz naturalną. Drobiazgi rodzinne zastrzegła sobie.
Pani Rymanowska jest już w jesieni swego życia. Zdrowie coraz słabsze, ciało coraz bardziej zmęczone, choruje, ale i teraz zachowuje młodzieńcze przyzwyczajenia. Czy jest u syna Antoniego w Olszy, którą odziedziczył po stryju, czy w Janowie u Ceglińskich, czy w Ociece u Romerów, czy w Rymanowie u Jana lub też wnuka Stanisława, czy w Krakowie u Dominika— wstaje wcześnie, latem pracuje w ogrodzie, dogląda ziół. I jak zwykle przyjmuje chorych, opatruje
rany, aplikuje leki, podnosi na duchu i każe wierzyć w wyzdrowienie.
Patrzy na swe dzieci i wnuki. Opatrzność jest dla niej łaskawa, bo w sensie materialnym jest im lepiej, niż jej było niegdyś. Wszyscy swą pracą i szczęśliwymi sukcesjami stali się ludźmi zamożnymi. Uratowany przez nią Rymanów rozwija się pięknie. I Zdrój i majątek.
Beata Potocka, wnuczka z Rymanowa, jest żoną Adama Branickiego, panią na Wilanowie. Z siostrą Adama, Jadwigą Branicką ożenił się ukochany wnuk, Stanisław Rey. Pani Rymanowska gości na chrzcinach prawnuczki, Anny Branickiej, jest najdostojniejszym gościem Branickich. Gdzie te czasy, gdy przybywała do Wilanowa jako biedna Potocka do najbogatszych Potockich.
Szczęśliwa jest ta niestrudzona jesień życia. Zbliża się osiemdziesięciolecie. Piękne są słowa jej testamentu:
"Jeżeli chcecie uczcić pamięć moją, dzieci moje, kochajcie się między sobą. Co bądź by was rozdzielało, łatwiej wam będzie przejść przez to ciężkie życie i duszę moją tym uradujecie na tamtym świecie, że służycie jedno drugiemu".
Na jesieni 1925 roku zdrowie Anny Potockiej zaczęło bardziej niedomagać. Nastąpiły obrzęki nóg, bóle głowy, osłabienie wzroku, ogólne wyczerpanie. Pojawiła się niewydolność krążenia i arytmia serca. Zażądała, by Cegłińscy przewieźli ją z Janowa do Ocieki. W kwietniu 1926 roku zdrowie jej podupadło, tak że nawet na pisanie listów była za słaba.
Wille „Pod Matką Boską" i „Leliwa". Widok z kortów tenisowych. Fot. autor nn. Ze zbiorów Mariusza Włodarczyka z Iwonicza Zdroju
Pocztówka ze zbiorów Mariana Terleckiego z Krosna
Krwawy przewrót majowy w Warszawie oburzył Annę Potocka. Już po jej śmierci znaleziono na stoliku przy łóżku początek listu do marszałka Józefa Piłsudskiego, któremu słała gniewne słowa oburzenia za krew bratnią rozlaną w stolicy.
Córka Tytusa Działyńskiego miała prawo do tego protestu. Pani, która przez całe życie "rada chwytała za pióro", pisała po raz ostatni i to nie w sprawach osobistych czy rodzinnych.
Od 20 maja są przy niej: owdowiała niedawno córka Maria Homerowa i jej córki Maria i Anna, młodsza córka Cecylia Ceglińska z mężem i dziećmi, syn Antoni z żoną, syn Dominik, wnuk Stanisław Rey z żoną i żona wnuka, Aleksandra Potockiego, Elżbieta. Umierająca z radością słyszy z ust dzieci i wnuków, że są wdzięczni matce i babce, bo jej właściwie wszystko zawdzięczają. Ciągle pyta o nieobecnych, trapi się, że tyle kłopotów sprawi wszystkim swoim pogrzebem. Jak zawsze martwi się nie o siebie, lecz o najbliższych.
Drugiego czerwca przyjęła jeszcze sakramenty święte. Po zmówieniu modlitw poczuła się lepiej. Syn Antoni i wnuk Stanisław unieśli ją na poduszkach, chciała jeszcze mówić, nie mogła. Skinęła, by podali jej ołówek i papier. Wierna nawykowi życia pisała w chwili śmierci. Parę słów do Dominika, który zmylony polepszeniem zdrowia matki wyjechał, lecz obiecał wrócić niebawem. Ołówek wypadł z ręki, oczy objęły najdroższych, zgromadzonych przy niej. Oddychała jeszcze.
Z ogrodu szedł zapach pięknych, ocieckich kwiatów. Piękny boży świat gaśnie w oczach, jeszcze jakieś obrazy ukwieconego ogrodu - Ociecka, Rymanów, Kórnik, aleja parku w Konarzewie, gdzie bawiła się w najwcześniejszym dzieciństwie. I błogi spokój spłynął na ostatnie tchnienie Pani Rymanowskiej.
Nie będzie już opisu pogrzebu Anny Potockiej w Rymanowie, który zgromadził kilkadziesiąt osób najbliższej rodziny, dzieci, wnuki i prawnuki. Przybył tysięczny tłum mieszkańców okolicznych wsi polskich i dalszych łemkowskich z gór, liczne duchowieństwo obu wyznań katolickich.
Należy jeszcze, w krótkich słowach, podsumować plon tego życia, tak zwykłego na pozór, a tak niezwykłego w treści, w dziełach, w osiągnięciach. Była córką, żoną, matką, babką, a udziałem jej życia byty troski i radości, klęski i zwycięstwa. Tak w życiu bywa. Ale w tym zwykłym życiu tyle zadziwia i tyle budzi szacunku, że w ostatnich słowach wspomnienia o niej należy dobrze zdać sobie sprawę z istoty i z nieprze-ciętności. jej doczesnej wędrówki.
Raz jeszcze prześledźmy dorobek jej osiągnięć. Głównym motorem jej działania było miłosierdzie, któremu towarzyszyła odwaga. Ale nie tylko. W rejestrze jej czynów, w ciągu wielu lat zmagań z losem, znajdujemy więcej podstaw, by pisać o niej w ponad pół wieku po jej śmierci.
Ona patronowała powołaniu do życia komitetu organizującego kolonie lecznicze dla dzieci i uposażyła taką pierwszą na ziemiach polskich zaboru austriackiego, a drugą w Europie, kolonię w Rymanowie.
Ona w nie małyrn trudzie stworzyła "Zakład Zdrojowy" w Rymanowie i wraz z mężem, a po jego śmierci sama, patronowała organizacjom pomocy dla najuboższej ludności wiejskiej.
Ona zgromadziła zielnik o naukowym znaczeniu i była najwybitniejszym znawcą ziołolecznictwa w Galicji - Małopolsce.
Ona - niestrudzona publicystka i prelegentka, głosiła słowa postępu w lecznictwie, higienie, w życiu osobistym, kulturalnym i społecznym.
Ona z niepospolitą odwagą broniła pierwszego polskiego działacza ludowego na wielką skalę i pomagała mu, gdy inni tej pomocy odmówili z obawy przed gniewem władz świeckich i duchownych.
Ona niosła słowa pociechy i nadziei w dniach klęski, wojny i epidemii. Dzięki niej tysiące ludzi znajdowało siły, by przetrwać lata głodu i niedostatku.
Ona, pani wielkiego rodu, dała przykład posiadającym, jak dzielić się dobrem i nie pominąć nikogo potrzebującego pomocy.
Dlatego słusznym jest, aby życie Jej pełne zasług, nie zostało zapomniane!
Przypisy:
1. Oleszyce przeszły do Potulickich, skąd jako posag do Sapiehów.
2. "Konsens" - zezwolenie na budowę zakładu zdrojowo-kąpielowego wydany przez Namiestnictwo we Lwowie, napisany był na szarym, grubym papierze - jak dzisiejszy papier pakunkowy. Poza zezwoleniem zawierał warunek, że opodal źródła wybudowana zostanie obora dla owiec. W tych czasach do kuracji pitnej stosowano (także w Szczawnicy, Dusznikach i Szczawnic na Dolnym Śląsku) wodę mineralną zmieszaną z żętycą (serwatka z owczego mleka) - przypisek red.
3. Na przełomie wieku do nazwy "Miejsce" dodano "Piastowe".
Return to Lemkos Home Page
Document Information
Document URL: http://lemko.org/polish/sprz/02.html
E-mail: walter@lemko.org
Copyright © LVProductions, Ltd.
Originally Composed: April 25th, 2003
Date last modified: