Wniosek nr: 29206/01




XV OBÓZ KONSERWATORSKI NIEFORMALNEJ GRUPY KAMIENIARZY V/VIII/IX/XI 2001


SPRAWOZDANIE Z WYKONANIA PLANU PRACY


Informacja o realizacji projektu*

Tegoroczny "obóz" dowodzi chęci i konieczności prowadzenia działań permanentnych, w każdym możliwym momencie i w każdych możliwych warunkach. W sytuacji kiedy powstaje grupa osób tak oddanych idei ratowania krajobrazu kulturowego Bieszczadów i Beskidu Niskiego trudno nazywać to przedsięwzięcie obozem.
W związku z powyższym tegoroczne prace odbyły się w trzech etapach:

Etap I – 20 V – 3 VI 2001

a.) Balnica – gm. Komańcza - kontynuacja remontu murowanej kaplicy z drugiej połowy XIX w. przy cudownym źródle.
Dzięki uzyskaniu w zeszłym roku dofinansowania z Fundacji Ochrony Bioróżnorodności Karpat Wschodnich mogliśmy kontynuować remont, którego zasadniczym bieżącym celem było zakończenie rekonstrukcji więźby kopuły i "cebulki" wieńczącej kopułę w celu przekrycia blachą ocynkowaną, którego to zadania podjął się doświadczony zespół P. Zdzisława Twardego z Sanoka (ekipa ta kryła między innymi cerkwie w Łopience i Komańczy). Skromne środki finansowe wykluczyły możliwość zatrudnienia do prac ciesielskich profesjonalisty. Poza tym naprawę więźby rozpoczęliśmy sami, więc bogatsi o skromne doświadczenia – z duszą na ramieniu – postanowiliśmy wykonać następujące niezbędne prace samodzielnie (i oczywiście społecznie):
Rekonstrukcję "cebulki" i gzymsów wykonaliśmy przy schronisku turystycznym w Woli Michowej, gdzie mieliśmy dostęp do prądu i narzędzi którymi nie dysponujemy. Montaż zrekonstruowanych elementów i pozostałe prace przebiegały na tyle sprawnie, że krycie zakończono 2 VI.
W pracach prowadzonych przez niżej podpisanego brało udział pięć osób, z których dwie zasługują na szczególne uznanie: Mirosław Nahacz, młody Łemko z Gładyszowa, uczestnik obozów od zeszłego roku oraz Ludwik, typowy "bieszczadnik", pracownik schroniska w Woli Michowej. Nasza praca została przez P. Twardego - mimo paru uwag – wysoko oceniona, podobnie zresztą jak jego praca przez nas.
Tym samym najtrudniejszy i najkosztowniejszy problem, który jednocześnie uniemożliwiał wykonanie prac niezbędnych do zakończenia remontu – tynkowanie, rekonstrukcja łuku nad wejściem, montaż sufitu, montaż krat - przestał istnieć. W przyszłym roku zamierzamy zakończyć remont i być może – zgodnie z wcześniej przyjętym założeniem – jesienią dojdzie do "ekumenicznej" rekonsekracji kaplicy.

b.)Szczerbanówka, gm. Komańcza – cerkwisko.
Podczas penetracji cerkwiska w IV 2001 niżej podpisany natrafił na poważnie uszkodzony żelazny kuty krzyż pochodzący z tutejszej nieistniejącej cerkwi p.w. św. Dymitra wybudowanej w 1857 roku oraz zbutwiały, dębowy krzyż postawiony z okazji 950-lecia chrztu Rusi z doskonale zachowanym, wyciętym w blasze wizerunkiem Chrystusa Ukrzyżowanego. Krzyż z cerkwi odzyskał swój pierwotny kształt i został zabezpieczony środkami antykorozyjnymi. W przyszłości stanie dokładnie w miejscu nieistniejącej cerkwi.
Dla podobnie zabezpieczonego wizerunku Ukrzyżowanego zamierzamy wykonać kopię dębowego krzyża.

c.)Wisłok Wielki, gm. Komańcza – cokół pod krzyż przydrożny oraz dokumenty gminne.
W drodze do Balnicy zatrzymaliśmy się – jak zwykle – w Wisłoku Wielkim gdzie czekały na nas trzy niespodzianki. Pierwsza z nich to odkrycie jeszcze jednego "zbioru" dokumentów gminnych, którym natychmiast zajęły się uczestniczki obozu. Dokumenty zostały wstępnie oczyszczone i pogrupowane tematycznie. Szczególne podziękowania należą się Arecie Keller.
Dwie pozostałe niespodzianki to odnalezienie kolejnych dwóch cokołów pod krzyże przydrożne, z których jeden – fundowany przez Wasilija Szykę w 1902 roku - niżej podpisany miał okazję postawić z pomocą skazańców z zakładu karnego w Moszczańcu.

Etap II – 17 VIII – 2IX

    Czeremcha, gm. Dukla – cerkwisko, cmentarz grekokatolicki, krzyże przydrożne.
Na miejscowym cmentarzu pracowaliśmy przy czterech nagrobkach piaskowcowych, z których trzy były przewrócone. Każdy z nich posiada jakąś cechę szczególną i tak nagrobek z 1911 roku opatrzony jest – co prawda nie do końca zrozumiałą – nieporadną inskrypcją w języku polskim ( czy dlatego stał jako jedyny?) w formie - sporadycznie spotykanej na tych terenach - pisanki, nagrobek Eufki (Eufrozyna?) Sybulicz z 1933 lub 35 roku ozdobiony jest motywem reliefowo rzeźbionej głowy świętej na cokole, lekko gotycyzujący w formie nagrobek posiada sygnaturę kamieniarza, co także należy do rzadkości na tych terenach, zaś nagrobek Joana i Semeona Wołoszynów ufundowany przez syna Tjudora pozostał w naszej pamięci nie tylko ze względu na szczególne imiona, ale także prawie metrową betonowo-kamienną podmurówkę, której pionowanie zajęło nam niemal cały dzień. Jednocześnie odsłoniliśmy podmurówkę nieistniejącej cerkwi p.w. Opieki Matki Boskiej zbudowanej w 1883 roku, a znalezione przy tej okazji drobne fragmenty jej wyposażenia będą eksponowane w Wisłoku.
Równocześnie rozpoczęliśmy prace przy sześciu krzyżach przydrożnych. Trzy z nich - dość okazałe krzyże kamienne - nie wymagały jakichś szczególnych, poza standardowymi, zabiegów. Na jednym z nich – fundowanym przez Joana, Petra, Wanię i Petra – widnieje data 10889 i jak się okazuje, Czeremcha i Lipowiec, obfitują w kamieniarskie pomyłki i dziwactwa. Czwarty obiekt, położony najbliżej cmentarza od strony północnej, to cokół pod krzyż żeliwny, którego odnaleźliśmy tylko fragmenty. Cokół ten musieliśmy odsunąć od wysadzającego go drzewa o około dwa metry na północ. Dwa olbrzymie, kamienne, przewrócone i poważnie uszkodzone krzyże przydrożne znajdujące się po wschodniej stronie drogi prowadzącej na przełęcz Beskid, na południe od cmentarza, były dla nas nie lada wyzwaniem. Pierwszy z nich, mniejszy – ok. 3,5 metra wysokości - położony jest bliżej przełęczy Beskid. Nie posiada inskrypcji, z wyjątkiem tajemniczej cyfry 198, wykutej niewprawną ręką na cokole, która bodaj zapomniała o 8 po 1. Jedni dodają, inni odejmują. Krzyż ten przewrócił się na skutek wysadzenia cokołu przez korzenie rosnącego przy nim jesionu. Cokół musieliśmy przesunąć około dwa metry na zachód od drzewa i w tym jednym wypadku pokusiliśmy się także o przestawienie – wrośniętego w pień - kutego ogrodzenia. Ta ostatnia czynność okazała się jednak na tyle czasochłonna, że zrezygnowaliśmy z jej wykonania przy dwóch innych krzyżach. Krzyż wykuty w monolicie, z trójlistnie zakończonymi ramionami, w wyniku upadku pękł w dwóch miejscach. Pierwotnie osadzony na czop. Postawienie go z pomocą trójnogu – po uprzednim wykuciu otworów i osadzeniu w nich dybli mosiężnych – było pouczającą wprawką przed tym co czekało nas później. Drugi z nich fundowali Patryk, Hryć, ...(?) i Petro w 1898 roku, mierzy blisko 4 metry, a osadzony na czop w cokole krzyż, został wykonany z dwóch elementów – trzonu i ramienia, zakończonych trójlistnie – połączonych ze sobą na zakładkę (!). Tego rodzaju połączenie – stosowane w ciesielstwie – zastosowane w kamieniu jest co najmniej ryzykowne, zwłaszcza dla elementu poziomego (naprężenia). Nie zawiodło jednak łączenie, ale ludzie, którzy przewrócili cokół wraz z krzyżem. Musiało to nastąpić w chwilę po wysiedleniach, ponieważ sam krzyż znajdował się pod kilkucentymetrową warstwą ziemi, a cokół zapadł się w nią do połowy. Krzyż pękł w pięciu miejscach, z których cztery to pęknięcia w miejscu łączenia (zakładki) trzonu z ramieniem. Ramię zostało sklejone wraz z zakładką trzonu, co wymagało założenia ośmiu dybli i trzech klamer (22 otwory), ale dawało pewność, że nie rozpadnie się podczas podnoszenia (montażu). Cokół postawiliśmy "ręcznie", a krzyż w trzech etapach za pomocą trójnogu. Nie obeszło się bez przygód. Ramię upadło nam z wysokości trzech metrów i ... nie pękło!, no i nie musiałem nikogo odwozić do szpitala. Krzyż stoi a w przyszłym roku wróci też na swoje miejsce wycięty w blasze Chrystus Ukrzyżowany i trupia czaszka. Wszystkie krzyże kamienne w Czeremsze i Lipowcu posiadały podobne wizerunki i przyznam, że myślimy o ich rekonstrukcji. W obu przedsięwzięciach z trójnogiem pomagali nam: miejscowy, przesympatyczny i uczynny leśniczy, P. Leszek Gęborys i równie zaangażowany właściciel gospodarstwa agroturystycznego w Lipowcu, P. Józef Kuśnierz.
Warto także dodać, że kamienne krzyże przydrożne z Czeremchy i Lipowca, formalnie, technologicznie i materiałowo są do siebie bardzo zbliżone, choć pochodzą z co najmniej dwóch warsztatów. Podobne krzyże – o ile mi wiadomo - nie występują w żadnej innej części Beskidu Niskiego, wyjątkiem jest Rudawka Jaśliska, w której na granicy z Jasielem stoi krzyż ufundowany przez Petra i Pawła Steca w 1865 roku, który śmiało możemy zaliczyć do tej grupy oraz krzyż pańszczyźniany (?) w Balnicy (Bieszczady!). Istnieje prawdopodobieństwo, że powstawały one w Posadzie Jaśliskiej, choć póki co nie znajdujemy potwierdzenia, że funkcjonujący w niej ośrodek kamieniarski produkował coś poza kamieniami młyńskimi, żarnami i drobnymi przedmiotami użytkowymi (np. osełki), a warto zauważyć, że mimo iż opisywane tu krzyże nie są szczytem kamieniarskich możliwości, to do ich wykonania trzeba czegoś więcej niż umiejętności wydłutowania kółka w piaskowcu. Poza tym pojawia się naturalne pytanie: dlaczego nie ma podobnych krzyży w samej Posadzie, Woli Niżnej lub Wyżnej, Daliowej, Szklarach i innych pobliskich miejscowościach? Rozwiązanie tej zagadki wcale nie musi być bardzo trudne, ale jak to zrobić - póki co - nie zdradzę. Niemniej pozwolę sobie postawić hipotezę, wedle której krzyże te produkowane były po południowej stronie Karpat i obiecuję, że o wynikach swoich dociekań poinformuję.

    Lipowiec, gm. Dukla – cmentarze grekokatolickie: cerkiewny i grzebalny, krzyż przydrożny.
Na cmentarzu cerkiewnym zastaliśmy tylko jeden – oczywiście przewrócony – nagrobek,
którego podstawa leżała na łące poniżej cerkwiska. Postawienie go wydało nam się - po pracach w Czeremsze – drobiazgiem. Przy okazji – w obejściu drewnianego domu położonego po wschodniej stronie drogi, około 300 metrów przed pierwszym brodem, dawniej mostem, na Bełczy - odnalazła się piaskowcowa chrzcielnica z tutejszej cerkwi z wyrytą na boku datą 1867. Postanowiliśmy przenieść ją na cerkwisko, właściciel domostwa wyraził zgodę, ale dzień później zgoda stała się odmową, zdaje się za sprawą gospodyni, której nie przypadła do gustu utrata tak okazałej doniczki ...No cóż, dobrze, że chrzcielnica w ogóle istnieje, jest widoczna z drogi, stoi tuż za ogrodzeniem.
Na cmentarzu grzebalnym – po którym przeszedł wybiórczo-selektywny huragan – zachowało się sześć nagrobków, z których trzy zostały starannie zdewastowane a trzy – z kamiennymi krzyżami - dotrwały prawie nienaruszone do naszych czasów. Z tych trzech jeden pozbawiony jest marmurowej tablicy inskrypcyjnej, której drobne fragmenty odnalazły się podczas jego pionowania, drugi ma się całkiem dobrze, trzeci zaś posiada żeliwną tabliczkę inskrypcyjną, którą ktoś próbował zniszczyć, bez skutku na szczęście. Jest to nagrobek Wasyla Wołoszynowicza (1826-1896), który był proboszczem w Jasielu przez ponad 20 lat (1875-1896), a pochowany tutaj został najprawdopodobniej przez swojego brata Mikołaja, związanego z parafią w Lipowcu od roku 1875 aż do śmierci w 1913. Ich ojcem był zapewne Atanazy Wołoszynowicz, urodzony w 1790 roku, proboszcz parafii w Króliku Wołoskim od roku 1828 (a być może 1819) do śmierci w 1874 (46 a być może 55 lat!). Mało tego, niejaki Michał Wołoszynowicz - ur. 1777 r. – administrował cerkwią w Jasielu do roku 1830, w którym zmarł tamże. Przy tej okazji warto dodać, że parafią w Lipowcu w latach 1913-1918 administrował Wasyl Antonycz (później, do 1919 roku w Jasielu), ojciec poety Bohdana Ihora Antonycza.
Pozostałym trzem nagrobkom musieliśmy poświęcić znacznie więcej czasu i choć są poważnie okaleczone to jednak stoją. Zajęliśmy się także jednym z krzyży przydrożnych – niebezpiecznie przechylonym – któremu trzeba jednak poświęcić więcej czasu niż to było możliwe.

    Radoszyce, gm. Komańcza – cerkiew p.w. św. Dymitra z 1868 roku, inwentaryzacja i zabezpieczenie dokumentów gminnych i parafialnych oraz sprzętów liturgicznych.
Dokumenty, głównie z końca XIX i początku XX wieku, a także z okresu II wojny światowej, których jest bardzo dużo, zostały wstępnie oczyszczone i pogrupowane tematycznie. Większość z nich znajdowała się pod luźną podłogą strychu oraz pod grubą warstwą wszelkiego rodzaju śmieci w pustkach pomiędzy szalunkiem a ścianami babińca i nawy oraz pod schodami prowadzącymi na strych. Wszędzie tam znajdowały się też – najprawdopodobniej w większości złożone jeszcze przed wojną – fragmenty różnych sprzętów liturgicznych, które także zostały wstępnie oczyszczone i przewiezione do cerkwi w Wisłoku Wielkim.

    Berehy Górne, gm. Lutowiska – cmentarz grekokatolicki.
Cmentarz w Berehach jest dość niefortunnie usytuowany. Utrzymująca się tam wilgoć, powodowana brakiem światła, sprzyja rozwojowi mikroflory, łuszczeniu i pękaniu kamienia, co fatalnie wpływa na stan zachowania – o zgrozo – zwłaszcza nagrobków rodziny Buchwaków. Nagrobki zostały starannie, metodami mechanicznymi i chemicznymi, oczyszczone, nasączone środkami powstrzymującymi rozwój mikroflory (których działanie jest niestety krótkotrwałe), podklejono też złuszczające się fragmenty oraz wypełniono spękania stosownymi kitami. Nie zmienia to jednak faktu, że wspomniane nagrobki należy poddać zabiegom ściśle konserwatorskim – przede wszystkim wzmocnieniu strukturalnemu po uprzednim odsoleniu – które są dość kosztowne i czasochłonne. Warunkiem ich wykonania jest także uzyskanie zgody na przerzedzenie drzewostanu cmentarza, co będzie miało znaczący wpływ na trwałość wykonanych zabiegów, a z całą pewnością nie zuboży krajobrazu.


    Wisłok Wielki, gm. Komańcza – cokół krzyża przydrożnego, chrzcielnica z Woli Wyżnej, prace nad ekspozycją.
Późną jesienią zeszłego roku na plebanię w Wisłoku Wielkim została przywieziona przez gospodarza z Woli Niżnej chrzcielnica znaleziona przez niego w potoku – kilkanaście lat temu - poniżej cerkwiska w Woli Wyżnej. Chrzcielnica została oczyszczona, odsolona i zaimpregnowana. Rozważamy możliwość ustawienia jej na miejscu po cerkwi w Woli Wyżnej, w ostateczności pozostanie ona – odpowiednio opisana – w Wisłoku Wielkim. Cieszą nas ogromnie tego typu zachowania, które świadczą o tym, że nasze starania są zauważane i doceniane. Prezentację eksponatów zgromadzonych przez nas i księdza Krzysztofa Pichura w wieży cerkwi p.w. św. Onufrego w Wisłoku Wielkim powstrzymuje oczywiście brak środków finansowych na adaptację pomieszczeń, a ściśle: instalację elektryczną, oświetlenie i infrastrukturę wystawienniczą. Mamy nadzieję stopniowo problem ten rozwiązać, dlatego też prace nad przygotowaniem eksponatów prowadzone są przy każdej okazji. Niektórzy uczestnicy obozu docierają na własną rękę do Wisłoka po sezonie tylko po to żeby zająć się kolejnymi eksponatami. Ustawiliśmy też – po bardzo skomplikowanym klejeniu - kolejny cokół krzyża przydrożnego z 1880 roku, tym razem w Wisłoku Górnym, powyżej miejsca po cerkwi, z pomocą mieszkańców. Jest to kolejny obiekt w tych okolicach ozdobiony u podstawy reliefowo kutą trupią czaszką.


    Jasiel, gm. Dukla – krzyż przydrożny.
Jesienią zeszłego roku okazało się, że do tkwiącej w cokole (na granicy Jasiela i Rudawki Jaśliskiej) dolnej części żeliwnego krzyża pasują fragmenty krzyża znajdujące się na plebani w Wisłoku Wielkim. Części zostały zespawane i wzmocnione, a cały krzyż mierzący prawie 1,5 metra, zabezpieczony farbą antykorozyjną i zamontowany na cokole – całość fundowana przez Andrzeja Chołdyszaka (?). Przy tej okazji stwierdziliśmy, że nagrobek, który został najprawdopodobniej wtórnie użyty do oznaczenia mogiły żołnierzy radzieckich – w sąsiedztwie cerkwiska – został przewrócony i uszkodzony. Mam nadzieję, że znajdziemy czas w roku przyszłym żeby go naprawić i postawić, a autorom tej profanacji – choć nie sądzę by czytali "Płaj" – pragnę uświadomić, że jest to czyn karalny, że nie wspomnę o etyce i moralności.
Łącznie zabiegom remontowym i konserwatorskim poddano 21 obiektów kamiennych i kilkanaście żelaznych. Na razie trudno oszacować ilość (i wartość historyczną) zabezpieczonych dokumentów i sprzętów liturgicznych, ale jest to w sumie kilkaset obiektów.

Etap III – X/XI

Późna jesień i wczesna wiosna to najlepszy czas na przeprowadzanie inwentaryzacji. W związku z bardzo rozbudowanym planem pracy na rok przyszły, postanowiliśmy wykonać inwentaryzację pomiarową i fotograficzną cmentarzy i krzyży przydrożnych – około 40 obiektów - w Darowie, Surowicy, Polanach Surowicznych, Maniowie i Solince jeszcze jesienią tego roku. W pracach, których najważniejszym elementem jest ocena stanu zachowania obiektów mająca zasadniczy wpływ na przebieg obozu, brało udział pięć osób.

Standardowy tryb prac remontowych, porządkowych i konserwatorskich:


Nadzór konserwatorski nad prowadzonymi pracami sprawowała społecznie mgr Katarzyna Bromirska – artysta plastyk, konserwator dzieł sztuki oraz mgr Janusz Smaza, adiunkt Katedry Konserwacji i Restauracji Rzeźby Kamiennej i Elementów Architektury Wydziału Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki warszawskiej ASP.

Informacja o współpracownikach i zaangażowaniu społeczności lokalnej w realizację projektu

Lista uczestników tegorocznego obozu: Areta Keller - Braniewo, Miron Keller - Braniewo, Gosia Gursztyn - Braniewo, Mirek Nahacz - Gładyszów, Nastja Kozak - Lwów, Damian Nowak - Biecz, Ania Klawe - Brwinów, Marcin Cyrulski - Łódź, Agata Miloch - Gdańsk, Witek Kuśnierz - Warszawa, Ada Barańska - Sandomierz, Marta Masternak - Swarzędz, Ewa Kondracka - Warszawa, Ania Daciów - Warszawa.

Lista osób i instytucji, które wniosły istotny wkład w nasze działania:


Nawiązaliśmy też kontakty - z których co prawda na razie nic szczególnego nie wynika, ale mamy nadzieję, że wyniknie w przyszłości, z następującymi organizacjami i instytucjami:


Podsumowanie i ocena efektów

Jak zwykle mam wrażenie, raczej świadomość, że mogliśmy zrobić więcej, chociaż zakres naszych tegorocznych działań był bardzo rozległy i wiem – po prostu – że zrobiliśmy dużo. Zdaję sobie także sprawę z faktu, że formuła obozów nie przystaje do wszystkich naszych działań. Nie znaczy to zaprzestania działalności w takiej formie, wprost przeciwnie, dla ratowania kamieniarki Bieszczadów i Beskidu Niskiego obozy to niemal doskonała formuła. Niemniej działania permanentne wymagają innej organizacji. Prowadząc je samodzielnie od kilkunastu lat – myślę tu o badaniach terenowych, kwerendach archiwalnych, wywiadach z mieszkańcami, gromadzeniu źródeł – borykałem się oczywiście z różnego rodzaju problemami – przede wszystkim finansowymi i czasowymi – które jednak nauczyłem się przezwyciężać. Nie jest to jednak możliwe w sytuacji kiedy ma brać w nich udział więcej osób. Staje się to tym bardziej oczywiste, kiedy myślę o tym co jeszcze można i trzeba zrobić, a plany mamy – pomijam tu cmentarze i krzyże przydrożne ponieważ to zawsze będzie nasza podstawowa działalność - rozległe: zakończenie remontu kaplicy w Balnicy, otwarcie ekspozycji muzealnej w Wisłoku Wielkim (myślimy też o dwóch podobnych placówkach), zadaszenie trzech dzwonnic murowanych z XVIII i XIX wieku (Polany Surowiczne, Hulskie, Krywe), opracowanie dokumentów z Wisłoka Wielkiego i Radoszyc, opisanie 21 obozów, które odbyły się w latach 1987-2001 (to już 15 lat!, blisko 60 cmentarzy, to ponad 500 uratowanych obiektów) itd., itp.. Mówiąc krótko dojrzewamy do potrzeby założenia stowarzyszenia. Nie zmienia to faktu, że Fundacja im. Stefana Batorego jest – jak do tej pory – jedyną doceniającą i poważnie nas traktującą instytucją. Naszej wdzięczności nie jestem w stanie wyrazić. Mamy nadzieję, że współpraca nadal będzie układać się pomyślnie. Realizując marzenia, tworzymy zupełnie nową rzeczywistość, w której to co niedawno naznaczone było obojętnością, niechęcią czy wręcz nienawiścią, staje się na powrót naturalną i akceptowaną częścią krajobrazu. Paradoksem jest fakt, że czyjaś nienawiść, staje się źródłem tworzenia postaw wymagających tolerancji, akceptacji i bezinteresowności.

Szymon Modrzejewski


* - sprawozdanie to zostanie opublikowane w nr 22 "Płaju" – półroczniku Towarzystwa Karpackiego, który ukaże się w XII 2001 roku.


Byłbym zapomniał. Uczestnicy tegorocznego obozu zostali napadnięci i dotkliwie pobici (grożono nam także śmiercią, zniszczeniem mienia, a napastnicy podawali się za funkcjonariuszy Straży Granicznej) w nocy z 18 na 19 VIII w Czeremsze przez 7 osobową grupę psychopatów – uczestników obozu sztuk walki w Lipowcu. Wezwani z Dukli policjanci bali się aresztować napastników i nie chcieli przyjąć od nas zgłoszenia o przestępstwie. Mimo, że obiecali przyjechać następnego dnia, nie pojawili się. Niech nikt nie liczy na policjantów z Dukli, natomiast można liczyć na funkcjonariuszy Straży Granicznej z Jaślisk, którzy po tym incydencie odwiedzali nas średnio trzy razy dziennie. To był obóz pod specjalnym nadzorem.




bear


Document Information

Document URL: http://lemko.org/wisla/cemetaries/index.html

Icon       Return to Lemko Home Page

Date Posted: December 27th, 2001
Last Revision:


LV Productions
c/o Walter Maksimovich
3923 Washington Street
Kensington MD 20895-3934

© All Rights Reserved.