Super Nowości 13-15 March 1998, autorem jest Krzysztof Potaczała


Milczące dzwony

Zakopywano je w ziemi. Żeby ukryć. Przed najeźdźcą. Niemieckim. Sowieckim. Żeby ręce wroga nie przetopiły świętych dzwonów. Na broń, rury czy pomniki komunistycznych bohaterów.

Co stało się z ponad 400 dzwonami, które przed wojną ogłaszały mieszkańcom tych ziem, że nadszedł czas na modlitwę albo że zbliża się niebezpieczeństwo? Pytanie, na które nie odpowiedzą bez wątpliwości ani historycy, ani ludzie starsi, którym udało się pozostać na ojcowiźnie, unikając przymusowego wysiedlenia na Wschód.
- Ciężki temat i wciąż delikatny - mówi znajomy historyk, jeden z największych znawców przedwojennych Bieszczadów. Od razu zaznacza, że "nie poda do prasy swojego nazwiska". - Kiedyś przy każdej cerkwi był dzwon, a często nawet kilka. To był prestiż dla danej parafii, toteż przywiązywano do nich dużą wagę. Kiedy podczas pierwszej wojny światowej masowo zaczęto konfiskować dzwony, tutejszy lud dobrze to zapamiętał. Wiedział, że w obliczu kolejnego konfliktu zbrojnego dzwony spotka podobny los, a Sowieci czy Niemcy pozostaną nieczuli na błagalne prośby o ich pozostawienie. Gdy w l939 roku zbliżała się wojenna pożoga, miejscowi nie tracili czasu i większość dzwonów ukryli, zabezpieczając je przed niechybnym rabunkiem.
Gdy w 1947 roku południowo-wschodnie kresy Rzeczpospolitej objęła akcja "Wisła", okoliczna ludność zakopała w ziemi kolejne dzwony. Przede wszystkim dlatego, że miała nadzieję, iż kiedyś tu wróci. Stało się jednak inaczej, a wielu ze świadków tamtych wydarzeń zabrało tajemnicę ukrycia dzwonów do grobu. Kiedy cztery lata później Bieszczady zachodnie wróciły do Polski, władza ludowa zaczęła węszyć, a każdy odnaleziony dzwon konfiskowano. - Prawdopodobnie właśnie w tym czasie wykopano dzwony należące do cerkwi w Ustrzykach Dolnych, ale na tym ślad się urywa - przypomina sobie znajomy historyk. - Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, można więc przypuszczać, że wywiózł je gdzieś Urząd Bezpieczeństwa.

Takich tajemnic jest wiele. Nie wiadomo, gdzie powędrowały dzwony z Rabego, które dzięki stanowczej postawie miejscowych parafian dość długo im służyły. Ale UB pozostał nieugięty i w 1953 roku dzwony skonfiskowano. A co stało się z dzwonem wiszącym jeszcze w latach 60-ch na dzwonnicy, przy kościele Najświętszej Marii Panny w Ustrzykach Dolnych, na którym widniał niewyraźny napis w języku ukraińskim? Można być niemal pewnym, że spotkał go ten sam los co dziesiątki innych w całych Bieszczadach; które ludowa władza wywoziła w sobie tylko znane miejsca. Ile pomników ówczesnych " czerwonych bohaterów" z nich odlano? Bo że tak się stało, nie ulega wątpliwości, o czym świadczy choćby przykład pomnika generała Karola Świerczewskiego w Przemyślu, w dużej części stworzony z przetopionych bieszczadzkich dzwonów. - Do dziś żyją ludzie uczestniczący w akcjach konfiskaty dzwonów jednak żaden z nich nie otworzy ust na ten temat - mówi niestrudzony badacz tych ziem.
Jego słowa potwierdza Bogdan Augustyn, wiceprezes Bieszczadzkiego Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Ustrzykach Dolnych, który wielokrotnie próbował dotrzeć do funkcjonariuszy UB i milicji z tamtego okresu, lecz nigdy w zadowalającym stopniu mu się to nie udało.
- Oceniam, że mimo - wszystko więcej dzwonów zginęlo w latach 1946 - 1947 niż po l951 roku
- twierdzi B. Augustyn. - Niewątpliwie jednak wiele z nich nadal spoczywa w ziemi, więc istnieje szansa, że kiedyś ujrzą światło dzienne.
Po kilkudziesięciu latach milczenia, dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych o bieszczadzkich dzwonach z dawnych cerkwi znowu zaczęło być głośno, kiedy swoją ojcowiznę coraz częściej zaczęli odwiedzać byli gospodarze tego terenu, a także ich potomkowie. Nadal próbują oni odszukać miejsca, w którvch kilkadziesiat lat temu zakopano dzwony. Wiele z tych prób kończy się niepowodzeniem - tak było w 1993 roku w Dydiowej, gdzie w l945 roku mieszkańcy wioski zakopali trzy dzwony; tak było też w Łokciu oraz Trzciańcu, gdzie poszukiwania również nie przyniosły efektu.
Sprzeczne informacje pochodzą o dzwonach z Lutowisk - jedni twierdzą, że nadal spoczywają w ziemi, drudzy zaś, że nocą wywieźli je w nieznanym kierunku obcy ludzie. Podobnie niepewna relacja mówi o dzwonach z Beniowej, które ponoć zabrali podczas wysiedleń polscy żołnierze, a także o dzwonach z Sianek zarekwirowanych rzekomo przez Niemców lub - jak chcą inni - ukrytych w studni obok dzwonnicy. Sukcesem natomiast zakończyły się poszukiwania w Żurawinie, kiedy to w 1989 roku dawni mieszkańcy wsi, żyjący obecnie w okolicach Chersonia na Ukrainie, odnaleźli schowany dzwon i zabrali do siebie. Jakimś cudem ocalał dzwon z Ruskiego, znajdujący się dziś przy kościółku w Chmielu, oraz dzwony z Liskowatego. Udało się ponadto uratować, też nie wiadomo jakim sposobem, jeden z dzwonów w Hulskiem, który teraz służy rzymskim katolikom w Terce. A co stało się z dziesiątkami innych dzwonów, o których nie ma szczątkowej choćby informacji? Z tymi ze Smolnika, Stuposian, Ustrzyk Górnych, Tarnawy Niżnej, Wołosatego, Bukowca, Caryńskiego, i wielu innych miejscowości? Niektórzy są zdania, że tego nie dowiemy się już nigdy.
Oficjalnie do zakopania dzwonu przed wysiedleniem przyznali się byli mieszkańcy Bystrego koło Czarnej, którzy w 1993 roku przyjechali odwiedzić swoją wieś. Byli jednak zbyt naiwni i miejsce ukrycia pod podłogą cerkwi wskazali nie tej osobie co trzeba. Po wyjeździe Ukraińców, obdarzony przez nich zaufaniem mężczyzna włamał się do nieczynnej świątyni, wyciągnął dzwon, a następnie ukrył w lesie z późniejszym zamiarem sprzedania go za niemałą sumę pieniędzy.

W 1993 roku spod tej cerkwi mieszkaniec Bystrego wykopal zabytkowy dzwon

- Na szczęście mężczyzna, do dziś mieszkający w Bystrem, miał zbyt długi język i o swoich niecnych planach wygadał sie kilku napotkanym osobom, a te powiadomiły policję - wspomina B. Augustyn. - Wykopany w lesie dzwon, pochodzący z lat dwudziestych obecnego stulecia, trafił najpierw na komisariat w Czarnej, potem do komendy w Ustrzykach Dolnych, a następnie do Michniowca, gdzie - mniej więcej w tym samym czasie - zginął z tamtejszej dzwonnicy inny dzwon.
Ta historia do dziś owiana jest mgiełką tajemnicy. W lutową noc l993 roku 80-kilogramowy dzwon zniknął, a na ślad przestępców nie natrafiono do dziś. Pierwszym, który zauważył ogołoconą dzwonnicę był ówczesny prezes Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, Zdzisław Kwasek. O zdarzeniu powiadomił policję w pobliskiej Czarnej, a także księdza proboszcza, który jednak oficjalnego doniesienia o kradzieży nie złożył. W feralną noc nikt niczego nie zauważył, choć w pobliżu dawnej cerkwi, która od lat służy jako kościół, mieszkają ludzie. Nie ulega wątpliwości, że złodziei musiało być co najmniej dwóch - żaden mężczyzna bowiem nie byłby w stanie znieść tak ciężkiego dzwonu po bardzo stromych schodach prowadzących z dzwonnicy. Musiał też być przygotowany samochód, bo trudno uwierzyć w to, że przestępcy transportowali go na plecach.
W ostatnich latach stwierdzono zaledwie jeden przypadek odnalezienia dzwonów, pochodzących z cerkwi w Dźwiniaczu Dolnym, a zakopanych w latach czterdziestych w Romanowej Woli w gminie Olszanica.

Jeden z odkopanych dzwonów - odnaleziony w Woli Romanowej

Było to w sierpniu l995 roku. Różnica między wcześniejszymi próbami poszukiwawczymi polegała jednak na tym, że cała akcja została uzgodniona z wojęwódzkim konserwatorem zabytków i lokalnymi władzami, a miejsce ukrycia dzwonów wskazał 95-letni wówczas mieszkaniec Ustrzyk Dolnych, Józef Dawid. Oprócz niego także inni miejscowi Ukraińcy wiedzieli o zakopanych dzwonach, ale bali się komukolwiek zdradzić tę tajemnicę. - Nic w tym dziwnego - twierdzi B. Augustyn. - Nieliczna społeczność greckokatolicka w tym rejonie przez lata byla szykanowana; ludzie ci obawiali się, że w razie odnalezienia dzwony trafią w niepowołane ręce.
Po prostu - nie mówili, bo się bali i jest to zupelnie zrozumiale.
Dziś dzwony wykopane w Romanowej Woli służą cerkwi w Ustrzykach Dolnych.

Montaż jednego z dzwonów na dzwonnicy w Ustrzykach Dolnych. Styczeń '98

Głównie dlatego, że miały konkretnego adresata. Pozostałe nadal spoczywają w ziemi i żyje jeszcze wielu ludzi, którzy dokładnie wiedzą, w którym miejscu. Dopóki jednak greckokatolickie świątynie w Bieszczadach można będzie - jak obecnie - policzyć na palcach jednej ręki, nikt z obdarzonych zaufaniem przez swoich ojców i dziadów osób nie odważy się pisnąć słowa.


Przeczytaj ten artykul po angielsku.

Icon Return to Lemko Home Page

Icon Return to InfoUkes Home Page

Page Created: June 15th 1998
Last Revision: February 21st 1999

We welcome questions and comments. Please send them to Walter Maksimovich.

®1998 InfoUkes Inc.. All Rights Reserved.


Ukes-O-Meter

since June 15th, 1998
InfoUkes Inc.
Suite 185, 3044 Bloor Street West
Etobicoke, Ontario, Canada M8X 2Y8
Tel: (416) 236-4865 Fax: (416) 766-5704