AGATA POLIWKO

Kim jestem - własne myśli

Praca zaliczeniowa z polityki społecznej napisana w Instytucie Pedagogiki Społecznej WSP w Zielonej Górze, pod kierunkiem dr Mieczysława Wojeckiego

Żyjemy w czasach kiedy wszystko pędzi do przodu, przed siebie. Często jednak w tym pędzie zapominamy, czy nie zastanawiamy się nad tym kim właściwie jesteśmy. Nie interesujemy się własnym pochodzeniem, korzeniami, tradycjami, historią naszych przodków. Warto sobie zadać pytanie: Czy w ten sposób czegoś nie tracimy? Coś nam nie umyka? Uważam, iż każdy z nas powinien znać swoje pochodzenie, nie wypierać się go interesować się przeszłością rodziny, kultywować tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie. W ten sposób z pewnością będziemy mogli powiedzieć o sobie dużo więcej, a nasze wnętrze będzie bogatsze i cenniejsze.
Jestem przedstawicielką łemkowskiej grupy etnicznej. Moi dziadkowie pochodzą z Łemkowszczyzny, rozmawiają po łemkowsku, było to dla mnie naturalne. Wiedziałam - jestem Łemkinią i nie zastanawiałam się kim naprawdę jestem. Nie interesowało mnie dlaczego żyję w Polsce i mieszkam na jej zachodzie. Jednak wszystko do momentu, kiedy w wieku 12 lat wraz z rodzicami oraz dziadkami odwiedziłam rodzinne strony przodków. Wieś rodziców taty, Rostokę Wielką. Piękną niewielką miejscowość leżącą u źródeł rzeki Kamienica. Babcia z tęsknotą i łzą w oku opowiadała o dzieciństwie, spędzonym w tym miejscu. Mówiła jak wyglądał powszedni dzień, jakie były zwyczaje, tradycje, twierdziła, że pracy było zawsze dużo i każdy miał swoje obowiązki, ale trud dnia codziennego umilał śpiew, wspólne zabawy, weczyrky. Zapominało się wówczas o problemach i kłopotach. Opowiadała także o dniu, w którym wszystkich wraz z całymi rodzinami wysiedlano. Zaczęłam wówczas rozumieć słowa piosenki, tak często śpiewanej przez babcię;

„Po horach Karpatach smutny dni nastajut,
Bu już naszy Lemky hory opuszczajut"

Z wielkim zainteresowaniem słuchałam jej wspomnień. Nasuwało mi się coraz więcej pytań. Budziła się we mnie świadomość mojego pochodzenia.
Idąc śladami przodków, odwiedziliśmy również Czarne, miejscowość w której mieszkał tato mojej mamy. Miejsce to wywarło na mnie duże wrażenie. Stojąc na śroku krętej dróżki, zadawałam sobie pytanie czy to już tutaj. Dawne Czarne
bowiem nie istniało, znajdujące się tam gospodarstwa zostały spalone. O tym, że kiedyś była tutaj wioska mówiły jedynie drzewa owocowe, jakieś prawie już niewidoczne ślady budynków, piękna niszczejąca cerkiew (obecnie znajduje się w skansenie w Nowym Sączu), cmentarz. Największe znaczenie dla mnie miał jednak trójramienny, kamienny krzyż przy drodze. Widniał na nim napis: „Fundator toho chresta Luka i Maria Pryswipsky 1904". Jest to pamiątka, i namacalny dowód, że kiedyś w tym miejscu żyli moi pradziadowie. I choć ja nigdy tam nie mieszkałam, i choć byłam tu dopiero pierwszy raz, czułam się jak u siebie, odczuwałam bliskość i przywiązanie.
Ten wyjazd sprawił, że bardziej zaczęłam zastanawiać się nad tym kim jestem. Chciałam uczyć się języka rodziców i dziadków. Pragnęłam kultywować i zgłębiać tajniki kultury łemkowskiej. Sądziłam bowiem, iż w ten sposób oddam hołd moim przodkom, uważałam i nadal uważam iż jestem im to winna. Zaczęłam się interesować kim są Łemkowie, jakie jest ich pochodzenie. Dziś wiem, iż tak naprawdę istnieje wiele hipotez dotyczących genezy Łemków. Która jest prawdziwa, trudno ustalić. Pomogło mi to jednak w lepszym zrozumieniu wielu rzeczy i było odpowiedzią na stręczące mnie pytania.
Z biegiem czasu coraz bardziej byłam świadoma swojego pochodzenia. Coraz lepiej rozumiałam historię swoich dziadków, ich problemy z jakimi borykali się po przesiedleniu na ziemie zachodnie. Coraz mocniej przeżywałam każde święta. Dużą radość sprawiała i nadal sprawia wigilia. Przyjeżdża wówczas cała rodzina, gromadzimy się przy wspólnym stole. Modlitwa i wspólna weczeria. Przed tym jednak dziadek jako najstarszy członek rodziny podaje każdemu prosfo-rę. Spożycie posiłków uwieńczone jest wspólnym kolędowaniem, które zawsze prowadzi babcia. Po kolędowaniu w domu wszyscy udajemy się do innych rodzin łemkowskich w tej miejscowości. Śpiewamy wówczas:

„Winszuju wam gazdyneczko myła
Żeby sia wam pszenyczka rodyła
Byste zdrawy zostały, a my z warny zostały
Daj Boże, daj Boże"

i inne kolędy. Nigdy nie brakuje orzechów, owoców, cukierków. Tak z coraz większą gromadą osób idziemy do innego domu. Następnie wszyscy jedziemy do cerkwi. Tak też świętowali nasi przodkowie, może trochę skromniej. Tak świętujemy i my. Zaczęłam sądzić, iż każde święta są bardzo ważnym elementem naszej tradycji, kultury. Bowiem w jakiś sposób jednoczą, łączą i integrują nas ze sobą.
Innego wymiaru nabierały dla mnie Watry organizowane i na zachodzie Polski i w Karpatach, w Żdyni. Stawały się dla mnie coraz ciekawsze i interesujące. Oprócz tego, że były okazją do wspólnego śpiewu, tańca, zawierania różnych znajomości, ukazywały łemkowskie tradycje, uczyły nowych piosenek, pozwalały zbliżyć się i wgłębić w naszą kulturę. Sądzę, iż w jakiś sposób charakteryzują łemkowskie społeczeństwo a także je integrują.
Bardzo duży wpływ w kształtowaniu się mojej świadomości miało wstąpienie do Łemkow-skiego Zespołu Pieśni i Tańca „Kyczera". Stało się to dzięki babci. Brała udział w przedstawieniu ukazującym zabawy podczas karnawału. Zatytułowane było ono „Fedory", babcia grała rolę gozdyni, i tak śladami babci poszłam i ja. W zespole jestem ponad dwa lata, pełnię tam rolę wokalistki. Śpiewam różne piosenki w łemkowskim języku. Ogromną przyjemność sprawia mi branie udziału w różnych występach, możliwość ukazania innym naszej kultury, obyczajów. Myślę, że jest to ważnym elementem w dzisiejszych czasach. Żyjemy bowiem obok różnych ludzi nie znając ich tradycji ani wartości kulturalnych. I często nasza niewiedza jest przyczyną nietolerancji, braku zrozumienia, czy szacunku dla obcych nam kultur. Liczne wyjazdy z zespołem za granicę pozwoliły mi poznać i obcować z kulturami innych narodów.
Dziś doskonale wiem kim jestem, nigdy nie wstydziłam się własnego pochodzenia, nie krępowało mnie mówienie o kulturze, której jestem przedstawicielką. Jestem wyrozumiała i tolerancyjna wobec innych, chętnie i z wielkim zainteresowaniem podziwiam inne tradycje. Chcę podtrzymywać kulturę moich przodków i przekazywać ją potomnym. Pragnę aby to co piękne i bogate w wartości kulturalne przetrwało. Myślę iż społeczeństwo będzie bogatsze a życie ciekawsze i bardziej interesujące.
Redakcja zrezygnowała z przypisów, wyjaśnień znaczenia takich słów jak „weczeria", „gazdynia", „prosfora", jak również z tłumaczeń łemkowskich tekstów. Uważamy że krąg Czytelników „Besidy", nawet jeśli nie są to Łemkowie, przynajmniej względnie orientuje się w tych sprawach. W końcu, jest to również krąg bliskich sobie słowiańskich kultur i jeżyków.
Serdecznie dziękujemy Panu Dr Mieczysławowi Wojeckiemu za nadesłanie tekstu. Dziękujemy również za pozdrowienia dla Redakcji i za to - że jest Pan Czytelnikiem naszej „Besidy". Jesteśmy pełni uznania dla Pani Agaty Poliwko - że w akademickim środowisku „ne hańbyt sia" być Łemkinią, być sobą. Takich nam Was, Młodych, trzeba! Trymąj sia micno, Afyko, Ahafijo!

Besida 5 (62) 9-10/2001

Local Links:

Icon Return to Lemko Home Page


Document Information Document URL:http://lemko.org/polish/poliwko.html

Page prepared by Walter Maksimovich
E-mail: walter@lemko.org

Copyright © LV Productions, Ltd.
E-mail: webmaster@lemko.org


LV Productions
c/o Walter Maksimovich
3923 Washington Street,
Kensington MD 20895-3934
USA
© LV Productions  Originally Composed: January 4th, 2001
Date last modified: