Dziennik Polski, January 2, 2003

Góral, któremu żal

Łemko z NASA

>

Za pośrednictwem "Dziennika Polskiego" Władek (Walter) Maksymowicz przekazuje swoim rodakom noworoczne życzenia z Florydy

Fot. Tania Maksymowicz

Władek Maksymowicz, Łemko z Kensington spod Waszyngtonu, powitał nowy rok na Florydzie. Na piaszczystej plaży, w słonecznej scenerii, Władek życzył swojej rodzinie, żonie Tani - dziennikarce rosyjskiej sekcji Głosu Ameryki, córce Soni i synowi Andrzejowi oraz sobie samemu jak najrychlejszego wyjazdu do Polski.

   - Obyśmy w nowym roku odwiedzili rodzinne miejsca przodków i zobaczyli "nasze hory"! Człowiek zawsze szuka swoich korzeni, taka już jego natura.

   Władek już tu był. W pojedynkę, jedynie z plecakiem, chodził po ziemi ojców i dziadów latem 2002 r. Biwakował w Zdyni na Łemkowskiej Watrze, zajrzał do skansenu łemkowskiego w Zyndranowej prowadzonego przez Teodora Gocza. Złakniony krajobrazu potrójnych krzyży przemierzał niczym młodzieniaszek zbocza Lackowej, Kaczory i Żdżaru. Tu poczuł obecność błądzących gdzieś między wzgórzami duchów łemkowskich z minionych epok.

   - Tak naprawdę Łemkowszczyzna nie jest moim gniazdem, bo urodziłem się na zachodzie Polski, 5 września 1949 w Lubinie, gdzie - po akcji "Wisła" - splątane losy życiowe rzuciły moich rodziców. Ale tu, na Łemkowszczyźnie, czerpią oparcie dla swej tożsamości również ci, którzy przyszli na świat już na powojennym zachodzie Polski. Także tacy Jankesi jak ja.

   W wieku 15 lat rodzina Maksymowiczów - na "Batorym" - popłynęła do Ameryki.

   - Mama i tata zawsze przypominali mi o rodowych korzeniach, o łemkowskiej ojczyźnie. W wieku siedmiu lat zacząłem nagle mówić po łemkowsku. Rodzice podejrzewali, że nauczyłem się tego podsłuchując ich rozmowy, bo w mojej rodzinie zawsze mówiło się w tym języku. I ja też powtarzałem swoim dzieciom: nie zapomnij, że jesteś Łemkiem, członkiem narodu, który nie ma swojego państwa, ale ma swój język, kulturę, historię.

   Latem 2002 r. Władek przyjechał do Polski w celu ustalenia swojego drzewa genealogicznego. Wiedział już, że mama pochodziła z wioski Hyrów koło Dukli, ojciec - z Wołtuszowej, miejscowości dziś już nieistniejącej, zarosłej lasem. W Przemyślu dogrzebał się archiwaliów dokumentujących losy rodziny od końca XVIII wieku. Sięgnął też do internetu, gdzie w urzędowym spisie emigrantów z Europy do Ameryki dowiedział się, że dziadek po mamie, Teodor Hranyczny, dwukrotnie odwiedził za chlebem Stany Zjednoczone w 1899 r. i w 1913 r.

   - Jak daleko historia zatoczyła swe koło, niech świadczą miejsca pochówku moich rodziców. Mama Maria zmarła w 1998 i leży na cmentarzu w New Jersey. Ojciec Jan pojechał w 1995 odwiedzić braci na Ukrainie i tam nagle zmarł. Pochowany został wśród "ziemlaków".

   Ojciec Władka - Jan - podczas wojny pracował w Austrii, "u bauera" jako robotnik przymusowy. Wrócił do Polski tuż przed akcją "Wisła". Gdzieś pod Rymanowem ludzie go ostrzegli: "Nie idź tam, bo żywym nie wyjdziesz". Wyjechał więc na Zachód, do Lubina, gdzie poznał Marię Hranyczny, ożenił się z nią. Z tego związku urodził się Władek, przyszły inżynier NASA.

   Maria dotarła do Lubina przez …Ukrainę. Podczas bitwy na Przełęczy Dukielskiej, jesienią 1944, jako 13-letnia dziewczyna wraz z wujostwem została "dobrowolnie" wywieziona aż za Dniepropietrowsk. Powojenna "wędrówka ludów" pozwoliła jej na powrót do Polski, ale już nie na Łemkowszczyznę, tylko na Ziemie Odzyskane.

   Mała i duża historia. Mała, utkana ze strzępów rodzinnych opowieści i pamięci deportowanych, duża oparta o opracowania badaczy, książki, encyklopedie, cmentarze.

   Ostatnio Władka pochłonęło dokumentowanie w internecie wszystkiego, co dotyczy narodowości łemkowskiej. Został webmeisterem pionierskiej, światowej strony internetowej o Łemkach - www.lemko.org.

   - Robię to sam, bez niczyjej pomocy technicznej. Zajmuje mi to potwornie dużo czasu osobistego, ale jeśli ja tego nie zrobię, to, kto? Dzięki internetowym kontaktom Łemkowie żyjący w diasporze na całym świecie mogą utrzymywać ze sobą kontakty, dowiadują się nowinek ze swojej ojczyzny, a to o odremontowanych cmentarzach np. ostatnio w Radocynie, czy zrekonstruowanych cerkwiach. Osobne miejsce mają tu relacje z wielkich imprez, takich np. jak Łemkowska Watra.

   Władek stwierdza na tej swojej łemkowskiej stronie:

   "Chcę Wam dać do wiadomości, że choć większa część materiałów na tym sajcie jest w amerykańskiej odmianie literackiej angielszczyzny, to nie mam trudności w prowadzeniu korespondencji w języku polskim, ukraińskim, lub po rosyjsku. Toteż, o ile Pan (Pani) sobie tego życzy, można do mnie napisać w jednym z tych języków. A jeżeli nie przez internet, to proszę o pisanie korespondencji na maszynie albo pisanie odręczne wyraźnym drukiem, abym mógł łatwo zrozumieć".

   Wezwanie nie pozostaje bez echa, dziennie do Władka trafia niejedna "message". A to jakaś gospodyni śle przepisy kulinarne z kuchni łemkowskiej, to znów ktoś pyta: "Szukamy przodków Dmytro Chomka, urodzonego w 1898 w Wisłoczku. Dmytro był żonaty z Julia Puchir z wioski Wołtuszowej. Miał cztery córki: Annę z 1920 roku, Marię, Paraskewię i Nadię...".

   Zapytany o największą zaletę, Władek wymienia zdolność porozumiewania się z ludźmi w języku polskim, ukraińskim, łemkowskim, angielskim, rosyjskim.

   - Dzięki temu pomagam dzieciom i wnukom emigrantów, którzy na tym kontynencie rozmawiają tylko po angielsku, a są teraz zainteresowani swoim pochodzeniem. Chodzi tu o Łemków, Rusinów, Rusnaków, Karpato-Rusinów, jak kto woli, czyli "nasze ludy" z Łemkowszczyzny.

   Władek (otrzymując obywatelstwo amerykańskie przyjął łatwiejsze do wymówienia za oceanem imię Walter) jest człowiekiem majętnym. Pierwsze "zielone" zarobił jeszcze w szkole średniej (high school) w połowie lat 60.

   - Ojciec znalazł mi pracę na parę godzin wieczorem w sklepie, w którym ważyłem farbę w proszku na gramy do małych papierowych woreczków kupowanych do malowania jajek wielkanocnych.

   Po ukończeniu prestiżowej szkoły inżynieryjnej w Nowym Jorku Władek został zatrudniony w rządowej agencji lotów kosmicznych - NASA Goddard Space Flight Center w Greenbelt pod Waszyngtonem.

   Ma swoją maleńką cząstkę w programie "Apollo" i późniejszych badaniach kosmicznych. Robi szybką karierę, najpierw zarabiając 10 tys. dolarów rocznie, obecnie - 86 tys. dolarów. W wyborach prezydenckich głosuje na republikanów - popierał Nixona, Reagana, obu Bushów.

   Jeździ do pracy trzyletnim samochodem Buick LeSabre Ltd. W garażu Maksymowiczów stoi, nakryty pieczołowicie plandeką, na specjalne okazje, Cadillac z 50.000 km na liczniku. Żona woli poruszać się Fordem Explorerem SUV, z 1992, który przejechał już 200.000 km, ale trzyma się bardzo dobrze.

   - Po górach Beskidu Niskiego i dalej po Bieszczadach przejdziemy jednak na własnych nogach, żadnym autem. Ciekawe, czy w jakiejś chałupie ktoś nam powie wetrajte domiw....

(leś)


Jerzy Leśniak
E-mail: jlesniak@interia.pl

Local Links:

Icon Return to Lemko Home Page


Document Information Document URL: http://lemko.org/gazeta/lesniak/pumpkin.html

Page prepared by Walter Maksimovich
E-mail: walter@lemko.org

Copyright © LV Productions, Ltd.
E-mail: webmaster@lemko.org

Originally Composed: January 4th, 2003
Date last modified: