Dziennik Polski, March 14th, 2003.

Monika Kowalczyk, Jerzy Olszowski

Ostatnie ślady życia

672

   Fot. MON
   Myśliwi z Gorlic odnowili zniszczone, łemkowskie krzyże i postawili na nowym miejscu. Nie mają najmniejszych wątpliwości, że zrobili słusznie. Konserwator zabytków, etnograf oraz duchowny, nie kryją jednak wątpliwości, sami Łemkowie wręcz oburzenia.

   Radocyna. Kiedyś duża, bogata wieś, przed drugą wojną miała ponad pięciuset mieszkańców.

   - Dzisiaj Radocyna jest symbolem zniszczenia Łemkowszczyzny, najlepszym przykładem następstw Akcji Wisła. Tam, gdzie kiedyś kwitło życie, rodziły i bawiły się dzieci, pracowali i odpoczywali Łemkowie, tańczyli i śpiewali pieśni, dziś jest pustka. Zarośnięta, zdziczała dolina - wspomina ks. Roman Dubec na łamach "Przeglądu Prawosławnego".

   Radocyny nie ma już na mapie. Trzeba do niej jechać z Gorlic przez Krzywą do Jasionki. Stamtąd osiem kilometrów wąską dróżką. Wokół żywej duszy. Tylko mnóstwo charakterystycznych krzyży, kapliczek i zdziczałych drzew owocowych przypomina, że tu mieszkali ludzie.

   W Radocynie nie ma też stałych mieszkańców. Jest niewielki ośrodek szkoleniowy nadleśnictwa i niedaleko od niego murowana leśniczówka. Pomiędzy nimi, przy rozwidleniu dróg do innych wymarłych wsi: Lipnej i Czarnego stoją dwa kamienne krzyże, jeden datowany na 1888 rok oraz kapliczka przedstawiająca Świętą Rodzinę, pochodząca, jak napis głosi z 1903 roku. Trzy kamienne monumenty ustawiono w pobliżu większego, dębowego krzyża upamiętniającego zniesienie pańszczyzny, postawionego w 1899 r. Wyglądają jakby stały tu od zawsze, przysypane iskrzącym w słońcu śniegiem.

   Ale krzyże oraz figura Świętej Rodziny stoją tu dopiero od niedawna. - Cmentarzysko nam chcą zrobić z krzyży przydrożnych, ostatnie ślady po łemkowskskich wioskach zbezcześcić. Mało im akcji "Wisła". Kiedyś barbarzyńska ręka je zniszczyła, dziś niewidzialna ręka pod płaszczykiem dobrych intencji przenosi - skarżył nam się Stefan Hładyk, przewodniczący Zjednoczenia Łemków, gdy odkrył sprawę.

   Dwa kamienne krzyże przeniesione zostały z Lipnej, wioski, która istniała do 1947 roku. Kapliczka z figurami Świętej Rodziny stała do niedawna we wsi Czarne. Leśniczy z Radocyny, który niezbyt chętnie rozmawia o sprawie twierdzi, że na hali zniszczyły ją bacowskie krowy. Przewrócona porastała trawą i mchem. Zatroszczyli się o nią leśnicy i koło łowieckie z Gorlic. Wyremontowali na własny koszt. Ustawili przy szlaku turystycznym. Ogrodzili.

    - Jak cmentarz - zauważa Aleksander Maślej, członek władz Zjednoczenia Łemków i Światowej Federacji Łemków.

   - Ale jeśli zrobimy cmentarzysko krzyży, to z pejzażu Beskidu Niskiego znikną ostatnie świadectwa, że żyli tu kiedyś Łemkowie.

   Inaczej widzi sprawę Piotr Czuchta były sołtys Zdyni. - Ktoś przenosi z lasu? To i dobrze. Mówią, że zarastały. Jak miały w lesie ginąć, to lepiej niech stoją w Radocynie. Słyszałem, że gdy drzewo z lasu wozili to poniszczyli krzyże, poprzewracali, to gorsze. Jeśli ktoś naprawił i przeniósł z lasu, żeby nie niszczały, to nic się takiego złego chyba nie dzieje?

   Problemu nie dostrzega Zygmunt Wojtasiewicz, szef Koła Łowieckiego "Dzik" z Gorlic, który - jak się okazało - wraz z kolegami myśliwymi przeniósł i odremontował krzyże.

   - Nic nie przenosiliśmy - prostuje zdenerwowany. - Krzyż leżał w fosie, połamany. Wyciągnęliśmy go, tak jak i Świętą Rodzinę, zniszczoną przez górali wypasających owce. Za duże pieniądze je odnowiliśmy i ustawiliśmy w Radocynie, tam, gdzie polujemy. Takich krzyży, którymi nikt się nie interesuje, są tu setki, a my te ocaliliśmy - uważa Wojtasiewicz. Wymienia też inne zasługi myśliwych: renowacje cmentarzy wojennych, remonty kilku innych kapliczek. - Jesteśmy jedynymi myśliwymi w Polsce, którzy dbają o zabytki - podkreśla z dumą.

    Przed akcją "Wisła" wszystkie łemkowskie wioski w Beskidzie Niskim usiane były tysiącami krzyży wotywnych. Upamiętniały one ważne wydarzenia w dziejach rodziny - narodziny dziecka, postawienie domu. Niemal każdy członek rodziny miał własny kamienny albo żeliwny krzyż. Szczególnie piękne są trójramienne krzyże z kamienia, które dziś rozpadają się w oczach.

   - Łemkowie robią tyle hałasu o to, że ktoś zadbał o ich krzyże a sami nawet trawy nie wykoszą na cmentarzu, wcale o nie nie dbają - mówi leśniczy z Radocyny. - To polityka - macha ręką.

   - Każdy z nas ma swój krzyż rodzinny, czasem kilka. Każdy chociaż jednym się opiekuje. Pisaliśmy programy, staraliśmy się o pieniądze na inwentaryzację i remont małej architektury. Nie dostaliśmy. Krzyży jest tu więcej niż Łemków, nie damy rady ich wszystkich naprawić - tłumaczy Aleksander Maślej.

    Zygmunt Wojtasiewicz w ogóle uważa, że to "bezczelne", aby myśliwym cokolwiek zarzucać. - Zachowujemy cząstkę kultury sakralnej, a nic z tego nie mamy, oprócz satysfakcji - mówi. Jednak inni mają wątpliwości.

   - Choć większość krzyży nie jest wpisana do rejestru zabytków, to jednak powinny one zostać na swoich miejscach. Bo jest zasada, że obiekty ratuje się na miejscu. Niedobrze się stało, że krzyże zostały przeniesione. A poza tym powinno się zapytać służb konserwatorskich o opinię w sprawie remontu oraz lokalizacji - mówi Barbara Skuza, kierownik sądeckiej delegatury Wojewódzkiego Oddziału Służby Ochrony Zabytków w Krakowie, która o sprawie dowiedziała się od reporterów "Dziennika".

   - Nie było potrzeby konsultacji, bo to nie zabytki - wzrusza ramionami Wojtasiewicz.

   Antoni Kroh, etnograf, nie bagatelizuje sprawy. - Przecież te krzyże nie są niczyje, więc nie można dysponować cudzą własnością. Ktoś je postawił na pamiątkę czegoś, ktoś się do nich modlił. Ratować krzyże można na miejscu, bez przenoszenia.

   Łemkowie cały czas powtarzają, że nie są w stanie ratować tych historycznych pamiątek. Stefan Hładyk uważa, że skoro właścicielem ziem, na których stoją krzyże są lasy państwowe, to jest sprawa państwa.

   - Ogrodzić te krzyże, czasem wykosić trawę, to aż takie pieniądze? - dopytują się Łemkowie. Ale problem od lat jest nierozwiązany. Niszczeją przydrożne krzyże, zarastają trawą łemkowskie cmentarze.

   - Na cmentarzu parafialnym w Radocynie o powierzchni hektara zachowało się zaledwie 21 kamiennych krzyży. Nagrobków na pewno było więcej, te zachowane obrazują tragiczne następstwa "Akcji Wisła", jej okrucieństwo i - jak twierdzą niektórzy - jej ciągłość! Pozostawiony bez opieki cmentarz niedługo podzieli los wsi. Połamane krzyże zostaną wywiezione, zakopane bądź zwiezione w jedno miejsce, choćby takie, jakie tworzy się przy skrzyżowaniu dróg Radocyna - Lipna - Czarne, obok krzyża pańszczyźnianego. I nie pozostanie już żaden ślad, że w tym miejscu kiedykolwiek kwitło życie. Czym zasłużyli sobie zmarli na takie traktowanie? - pyta ks. Roman Dubec.

   Łemkowie zdają sobie sprawę, że w jakiś sposób zatarto kolejny ślad w ich historii, choć w tej sprawie są już bezsilni. - Tych trzech krzyży nie będziemy ruszać. Oznakujemy jedynie, skąd zostały przeniesione. Nie będziemy robić kolejnej profanacji - deklaruje Aleksander Maślej.

   Opinie:

   Dr Miroslav Sopoliga dyrektor Muzeum Ukrajinsko - Rusinskiej Kultury w Svidniku na Słowacji. Jest szefem muzeum dokumentującego kulturę górali rusińskich nazywanych w Polsce Łemkami.

   - Przenoszenie krzyży wotywnych ma sens i usprawiedliwienie tylko wówczas, gdy w żaden inny sposób nie można ich uratować. Sensowne jest także przenoszenie charakterystycznych dla waszego pejzażu krzyży przydrożnych do skansenu. To mniejsze zło, niż pozostawienie ich, by niszczały. Najlepszym rozwiązaniem jest jednak zachowanie ich w tradycyjnym miejscu.

   Ks. Władysław Kaniuk, proboszcz parafii prawosławnej w Hańczowej

   - Gdy ktoś chce coś odnowić lub przenieść, wypada, aby postarał się zbadać, jaka będzie reakcja społeczności łemkowskiej. Dobrze jest skonsultować się też z parafią. Nie dziwię się, że sprawa budzi wątpliwości, bo przeniesione krzyże zatracają swoje znaczenie. Z drugiej strony nie oskarżałbym myśliwych o złośliwość czy złą wolę. Oni widzą, że krzyże niszczeją, leżą w rowach.

   Robert Huk, fotografik, autor m. in. wystawy "Credo", poświęconej przydrożnym krzyżom Beskidu Niskiego

   - W Jasionce, nieopodal Radocyny, stoi w szczerym polu, w pokrzywach, przepiękny krzyż. Wokół jest kilka zniszczonych kapliczek, po których depczą barany. Wiele razy kusiło mnie, aby zabrać go stamtąd, uratować i odrestaurować, ale się nie odważyłem... Krzyże powinny stać tam, gdzie je fundator postawił w jakimś swoim celu. To trzeba po prostu uszanować.

   Teodor Gocz, właściciel prywatnego Muzeum Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej

   - W moim muzeum jest sporo krzyży, które kiedyś znajdowałem rozbite, leżące gdzieś w trawie. Przeniosłem je do muzeum, opatrzyłem tabliczkami, skąd pochodzą. Ale samowolnie, bez zgody konserwatora lub władz lokalnych niczego przenosić nie wolno!




Icon Return to the Lemko Home Page



Document Information

Document URL: http://lemko.org/gazeta/dziennik4.html/


Original page design and layout by Walter Maksimovich
E-mail: walter@lemko.org


Copyright © LV Productions, Ltd.
E-mail: webmaster@lemko.org


LV Productions

Originally Composed: March 14th, 2003
Date last modified: