Jedwabne - dokumenty, opinie, komentarze
Czwartek, 29 marca 2001
Powrót na stronę główną
 
KRAJ ŚWIAT GOSPODARKA SPORT KULTURA NAUKA EDUKACJA INTERNET, KOMPUTERY



Grzegorz Motyka

Akcja "Wisła" była jedynie fragmentem szerszej operacji mającej na celu podporządkowanie Europy Środkowej komunistom. Mordy na Wołyniu posłużyły natomiast do jej usprawiedliwienia - pisze Grzegorz Motyka

Krwawy konflikt, który w latach 1939-47 przetoczył się przez wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej, głęboko wrył się w pamięć zbiorową obu narodów i każde o nim przypomnienie wywołuje po dziś dzień żywe, emocjonalne reakcje. Walka toczyła się o granice. Niepodległe państwo ukraińskie, o które przez cały okres II Rzeczypospolitej walczyła część ukraińskich środowisk politycznych, miało objąć ziemie uważane przez Polaków za własne. Władze często zaogniały sytuację, ograniczając prawa obywatelskie Ukraińców. Nic dziwnego, że wybuch drugiej wojny światowej znaczna część Ukraińców potraktowała jako szansę wybicia się na niepodległość. Nadzieje na utworzenie niezawisłego państwa wiązano z III Rzeszą. Dlatego liczni politycy, m.in. prof. Wołodymyr Kubijowycz i płk Andrij Melnyk, poparli poczynania władz niemieckich, angażując się w tworzenie różnych formacji policyjnych oraz dywizji SS Galizien. Liczyli, że z czasem staną się one zalążkiem sił zbrojnych Ukrainy.

Ludność ukraińska niejednokrotnie manifestowała radość z powodu upadku państwa polskiego. Polacy traktowali to jako zdradę. Na stosunkach polsko-ukraińskich szczególnie jednak zaciążyła przeprowadzona z inicjatywy banderowskiej frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) tzw. antypolska akcja (podaję tę nazwę za ukraińskimi dokumentami).

Kampania "oczyszczania terenu"
Nie ulega dziś wątpliwości, że na terenach Wołynia i Galicji Wschodniej oddziały UPA przeprowadziły krwawą czystkę etniczną i że była ona wynikiem decyzji podjętej przez kierownictwo OUN-UPA. Świadczą o tym dokumenty polskie, sowieckie, niemieckie i ukraińskie, relacje setek osób ocalałych z pogromów, potwierdzają to też ekshumacje ofiar przeprowadzone w 1992 r. w niektórych wsiach. Teza, iż akcje UPA sprowokowali Niemcy i Sowieci, nie znajduje wiarygodnych potwierdzeń. Z kolei mordy na Ukraińcach na Zamojszczyźnie, które zdaniem autorów ukraińskich sprowokowały OUN-UPA do akcji na Wołyniu, miały miejsce dopiero w 1943 r., a zatem po rozpoczęciu czystek wołyńskich. Zresztą przynajmniej w części były one odpowiedzią na poczynania banderowców.

O antypolskiej akcji UPA pisali m.in. autorzy ukraińscy, tacy jak Mykoła Łebed', Iwan Łysiak-Rudnyćkyj oraz Igor Iliuszyn. Szczególnie istotna wydaje się opinia Iwana Łysiaka-Rudnyćkiego, jednego z najwybitniejszych historyków ukraińskich XX wieku. Napisał on m.in.: "...niesamowitą tragedią, jaka miała miejsce na Zachodniej Ukrainie w czasie drugiej wojny światowej, była ówczesna polsko-ukraińska jatka (...). Polskie kierownictwo polityczne na pewno przyczyniło się do sprowokowania katastrofy przez swój brak poszanowania prawa narodu ukraińskiego do wolnego życia (...). Ale w tym wypadku chodzi o odpowiedzialność ukraińskiej strony. Są podstawy, by uważać, iż z ukraińskiej strony miały miejsce nie lokalne, pojedyncze ekscesy, lecz świadoma kampania >oczyszczania terenu< z polskiej ludności. (...) Swoim postępowaniem przeciwko polskiej i żydowskiej mniejszości ounowcy nie przynieśli chluby narodowi ukraińskiemu" ["Istoryczni ese", t. 2, Kijów 1994, s. 494-495].

Nie wszyscy ukraińscy autorzy piszą tak otwarcie. Niektórzy wolą wstydliwe fakty przemilczeć lub ukryć za eufemistycznymi sformułowaniami. Nie brak także takich, którzy wręcz pochwalają antypolską akcję UPA. Mam tu na myśli m.in. skandaliczną broszurę Bohdana Zubenki "Polszcza i Ukrajina. Polśko-ukrajinśki widnosyny w mynułomu ta śohodni", Lwiw 1998. Znajdziemy tam np. takie wyjaśnienie wydarzeń na Wołyniu: "Wobec szalejącego polskiego terroru dowództwo UPA rozkazało Polakom-kolonistom wyjechać z Wołynia z powrotem do Polski pod groźbą kary. Większość Polaków rozkaz wykonała. Niektórzy z polskich historyków, opisując ówczesne wydarzenia na Wołyniu, krzyczą o niesprawiedliwości wyrządzonej Polakom. Niektórzy z ukraińskich renegatów próbują im potakiwać. (...) Prawda jednak jest taka, że Polacy przyszli na Wołyń nieproszeni i odeszli stąd nie żałowani. Psom - psia śmierć" (s. 86).

Wspólny wróg
Przejdźmy wszakże do opisu podstawowych faktów. Antypolska akcja OUN-UPA na Wołyniu rozpoczęła się na przełomie marca i kwietnia 1943 r. Dwie następne fale ataków na polską ludność miały miejsce w lipcu i sierpniu oraz w grudniu 1943 r. Największą akcję przeprowadzono 11 lipca 1943 r., kiedy to jednocześnie zaatakowano 167 miejscowości. Działania ukraińskiej partyzantki były bardzo okrutne - niejednokrotnie wybijano ludność do nogi. W lutym 1944 r. operacja OUN-UPA rozpoczęła się w Galicji Wschodniej i do czerwca ogarnęła wszystkie powiaty w tym regionie.

Polacy nie ograniczali się do samoobrony. Krwawe akcje odwetowe odbyły się np. w marcu 1944 r. w Sahryniu, a w marcu 1945 r. w Pawłokomie. Ginęły ukraińskie kobiety i dzieci. Niszczenia ukraińskich wsi z pewnością nie da się wytłumaczyć "gorączką walki". I choć liczba zabitych Polaków jest znacznie większa (wiarygodne szacunki mówią o śmierci 80-100 tys. Polaków i 15-20 tys. Ukraińców), to z pewnością nie należy lekceważyć ukraińskiego bólu. Tym bardziej że na ziemiach dzisiejszej Polski straty ukraińskie były wyższe niż polskie - w latach 1943-48 zginęło na tych terenach 10-12 tys. Ukraińców i ok. 8 tys. Polaków.

Kres tej swoistej polsko-ukraińskiej "wojny w wojnie" położyło przejście frontu i włączenie spornych terenów do ZSRR. Stało się oczywiste, że to nie Polacy są głównym wrogiem niepodległości Ukrainy. Z tego powodu dowódca UPA w Galicji Wschodniej Wasyl Sidor "Szełest" 1 września 1944 r. wydał rozkaz wstrzymujący "masowe antypolskie akcje". Od tej pory wolno było jedynie atakować Polaków służących w Istriebitielnych Batalionach (sowieckiej milicji pomocniczej). Przekazywanie rozkazu do oddziałów trwało parę miesięcy, nie zawsze go przestrzegano, niemniej jednak z czasem doszło do zmiany taktyki UPA wobec Polaków. Na przełomie kwietnia i maja 1945 w województwach lubelskim i rzeszowskim UPA zawarła porozumienie z podziemiem poakowskim. Doprowadziło ono do ograniczenia ofiar, a nawet do kilku akcji przeciwko władzy komunistycznej.

Wobec wysiedleń
Od 1945 r. mamy już do czynienia nie tyle z walką Ukraińców przeciwko Polakom, ile z komunistycznymi wysiedleniami Polaków z USRR oraz Ukraińców z Polski i reakcją na te wysiedlenia polskiego i ukraińskiego podziemia. Wysiedlenia były rezultatem umowy zawartej 9 września 1944 r. pomiędzy Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a rządem Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Na jej podstawie Ukraińcy mieli opuścić Polskę, a Polacy USRR. Ponieważ Ukraińcy - czemu trudno się dziwić - nie chcieli wyjeżdżać dobrowolnie, władze polskie postanowiły użyć siły. Przymusowe wysiedlenia rozpoczęły się we wrześniu 1945 r. Prowadziły je jednostki Wojska Polskiego, często stosując brutalny terror. Również wysiedlenia Polaków z Ukrainy miały tragiczny przebieg, choć środki nacisku były inne - starano się np. prowokować UPA do antypolskich akcji, organizowano także akcje represyjne przeciwko polskiej inteligencji. Według oficjalnych danych z Polski wyjechało 488 612 osób, zaś z Ukrainy 789 tys. osób. Jedyna zasadnicza różnica pomiędzy polskimi i ukraińskimi wysiedleniami polegała na tym, iż Polacy trafiali do kraju cieszącego się nieco szerszym zakresem swobody.

Przymusowym wysiedleniom Ukraińców z Polski próbowała przeciwdziałać ukraińska partyzantka. Jesienią 1945 r. sformowano w Polsce szereg nowych oddziałów UPA. Partyzanci niszczyli tory kolejowe i mosty, palili wysiedlone wioski, organizowali zasadzki na oddziały wojska, wycinali całe kilometry słupów telefonicznych. Nierzadko atakowali garnizony wojskowe i podejmowali otwarty bój z silnymi grupami pościgowymi. Palili też miejscowości zamieszkane przez Polaków, lecz tym razem starali się nie zabijać cywilów. Duża część Ukraińców poparła działania UPA. Nie ulega dziś wątpliwości, że to wysiedlenia pchały ludzi do partyzantki, a nie działalność UPA zmuszała władze do wysiedleń.

Przez dłuższy czas działania wojska przeciw partyzantce były mało skuteczne. Może to dziwić, gdyż dziś często przedstawia się walkę z UPA w latach 1945-47 jako jeden z głównych problemów ówczesnego państwa polskiego. Tak nie było. Polscy komuniści za ważniejszego wroga uważali polskie podziemie i opozycję. W specjalnym raporcie z wiosny 1946 r. w Naczelnym Dowództwie Wojska Polskiego o działaniach UPA napisano, że mają one "charakter raczej przejściowy". "Więcej stały charakter - czytamy dalej w owym raporcie - (na dłużej się zapowiadający) ma działalność band reakcyjnych NSZ i AK. Tworzą one największe zagęszczenie band i stanowią główne niebezpieczeństwo (...) szczególnie w czasie walki wyborczej".

Intensywniejsze działania przeciw UPA władze podjęły dopiero w 1947 r. po "wygraniu" (czytaj: sfałszowaniu) wyborów do Sejmu Ustawodawczego i zniszczeniu głównych sił polskiego podziemia.

Wiosną 1947 r. rozpoczęły się kolejne masowe wysiedlenia ludności ukraińskiej, tym razem na ziemie zachodnie, gdzie ludność ta miała ulec asymilacji. Operację tę ochrzczono kryptonimem "Wisła". Prowadzone jednocześnie z wysiedleniami akcje przeciwpartyzanckie doprowadziły do wykrwawienia sotni UPA. Resztki ukraińskich oddziałów rozwiązały się, niektóre zdołały przejść do ZSRR lub do Niemiec zachodnich.

Akcja nieludzka i zbyteczna
Warto zadać pytanie, jak mają się wydarzenia na Wołyniu z 1943 r. do akcji "Wisła" z 1947 r. W Polsce często można spotkać się z poglądem, że pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami zachodzi ścisły związek. "Gdyby - mówią zwolennicy tej tezy - nie było rzezi na Wołyniu, nie byłoby konieczności przeprowadzenia akcji >Wisła<". Nieco upraszczając, można powiedzieć, że według tej wersji antypolska akcja UPA i krwawe mordy z nią związane trwały nieprzerwanie aż do roku 1947 r. i nie było innej możliwości ich przerwania jak przymusowe wysiedlenia ludności. Polacy występują tu zawsze w roli ofiary. Akcja "Wisła" jawi się zaś jako operacja bezwzględna, ale konieczna i w sumie łagodna, ponieważ Ukraińcy nie zostali wymordowani, lecz "jedynie" wysiedleni. W gruncie rzeczy powinni być z tego wręcz zadowoleni, gdyż przesiedlono ich na tereny o wyższym rozwoju cywilizacyjnym.

Pogląd, iż pomiędzy wydarzeniami na Wołyniu a akcją "Wisła" zachodzi ścisły związek, nie jest jednak moim zdaniem prawdziwy. Zostawmy tu na uboczu bynajmniej niebłahą kwestię etyczną. Jest oczywiste, iż wysiedlenia były brutalnym pogwałceniem praw człowieka. Skupmy się na analizie innych problemów. Niewątpliwie UPA dążyła do okrojenia terenów Polski i władze miały obowiązek ją zwalczać. Problem polega wszakże na tym, iż nie było do tego konieczne wysiedlanie cywilów. Partyzantka ukraińska w Polsce działała w dość wąskim pasie granicznym rozciągniętym od Włodawy po Krynicę i nie miała szans na przetrwanie w walce z silnymi jednostkami wojska. Zgromadzenie odpowiednich sił mogło doprowadzić do likwidacji oddziałów UPA. Taka szansa istniała np. zimą na przełomie 1946 i 1947 r., ale komuniści zajęci byli wówczas umacnianiem swojej władzy.

Warto w tym miejscu dokonać paru porównań. W czasie akcji "Wisła" w 1947 r. użyto do likwidacji ukraińskiej partyzantki sił aż nadto wystarczających. W operacji wzięło udział w sumie 21 tys. żołnierzy WP, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), Wojsk Ochrony Pogranicza (WOP) oraz Milicji Obywatelskiej (MO), Służby Ochrony Kolei (SOK) i Urzędu Bezpieczeństwa (UB). Tymczasem do fałszowania wyników referendum w 1946 roku użyto 36 tys. żołnierzy WP i 7970 KBW, nie licząc MO, Ochotniczej Rezerwy MO i UB. Zimą 1947 r. polskie podziemie i Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) zwalczało już 56 tys. samych tylko żołnierzy WP. Przeciwko polskiej opozycji kierowano bardzo często także te oddziały, które miały za zadanie zwalczać UPA. I tak na przykład 9. Dywizja Piechoty w ramach "zabezpieczania" wyborów do Sejmu w grudniu 1946 r. i styczniu 1947 r. (w najlepszym czasie do zwalczania UPA!) zorganizowała 555 wieców, "obsłużyła" 542 gromady, "pracą indywidualną" objęła 9940 osób. Argumentacja żołnierzy 9. DP była tak trudna do odparcia, że "w czasie wieców członkowie PSL publicznie darli swe legitymacje". W rezultacie 51 kół PSL Mikołajczyka "rozwiązało się", a 2092 członków tej partii opuściło jej szeregi.

Władze uciekły się do wysiedleń nie dlatego, że był to jedyny sposób likwidacji UPA. Chciały raczej pozbyć się raz na zawsze problemów z mniejszością ukraińską. Tylko to tłumaczy fakt wysiedlania ludności z terenów, na których UPA miała niewielkie poparcie, np. z Beskidu Niskiego czy Podlasia. Przekonują o tym także wysiedlenia prowadzone w powiatach nowotarskim i chełmskim w 1950 r., kiedy UPA już nie działała.

Nieprawdą jest też, jakoby wojsko w 1947 r. kierowało się troską o bezpieczeństwo polskiej ludności. Przekonuje o tym wcześniejsze lekceważenie tego problemu oraz wysiedlanie w czasie akcji "Wisła" niektórych Polaków. W zbiorze wspomnień "PPR w województwie przemyskim" (Przemyśl 1976, s. 73) można przeczytać, że "w jednym transporcie jechały rodziny ukraińskie, których członkowie byli w UPA, i rodziny polskie, które straciły swych najbliższych w wyniku działalności ukraińskiego faszyzmu".


Często powtarzane twierdzenie, iż dzięki akcji "Wisła" mamy dziś spokój na granicy z Ukrainą, wymyka się badaniom i można je przyjąć lub odrzucić tylko na wiarę. Jego zwolennikom warto jednak zwrócić uwagę, że w ten sam sposób można usprawiedliwić także operację banderowców.

Moim zdaniem akcja "Wisła" ma znacznie więcej związków z operacjami czyszczącymi prowadzonymi przez NKWD na Ukrainie niż z wydarzeniami na Wołyniu. Wysiedlenia ukraińskiej ludności w Polsce wpisują się znakomicie w plany rozbicia UPA na Ukrainie i przejęcia jej kanałów przerzutowych na Zachód. Nieprzypadkowo kilka miesięcy po akcji "Wisła" podobną operację przeprowadzono na Ukrainie Zachodniej. W jej trakcie deportowano w głąb ZSRR ok. 76 tys. Ukraińców oskarżonych o sympatie do UPA. Miało to zlikwidować bazę zaopatrzeniową partyzantki (w ZSRR UPA prowadziła zorganizowaną walkę z władzami komunistycznymi aż do 1954 r.). Ciekawe, że operacja przeprowadzona na Ukrainie otrzymała kryptonim "Zachód", zaś akcja "Wisła" początkowo miała nosić nazwę "Wschód". Warto także wspomnieć, iż działania wojsk polskich w trakcie akcji "Wisła" były powiązane z operacjami armii czechosłowackiej. Miały one na celu nie tylko zablokowanie granic. Pod pretekstem walki z UPA czechosłowaccy komuniści umacniali swoje wpływy i prześladowali działaczy demokratycznych. Ułatwiło im to dokonanie przewrotu w lutym 1948 r., w wyniku którego zdobyli pełnię władzy w kraju.

Akcja "Wisła" była jedynie fragmentem szerszej operacji mającej na celu podporządkowanie Europy Środkowej komunistom. Mordy na Wołyniu posłużyły natomiast do jej usprawiedliwienia. Dzięki temu uzyskano dla niej sporą akceptację społeczną. Wołyńskie "czerwone noce" mogły mieć wpływ na motywacje poszczególnych oficerów i żołnierzy WP, co ewentualnie przejawiało się w ich postępowaniu z ludnością, lecz nie było przyczyną wysiedleń.

Wśród polskich historyków istnieje duża zgodność co do oceny działań ukraińskiej partyzantki w latach 1943-44. Nie ulega wątpliwości, iż antypolska akcja UPA miała zorganizowany i okrutny charakter. Znacznie więcej kontrowersji budzi ocena operacji "Wisła". Jednak spokojna analiza faktów, jak sądzę, przekonuje, że była to akcja nie tylko niemoralna, ale również z wojskowego punktu widzenia niepotrzebna i w dodatku najpewniej przeprowadzona z inspiracji ZSRR. Rację mieli zatem ci, którzy od lat opowiadali się za jej potępieniem. Uchwała Senatu z 1990 r., zainspirowany przez Jerzego Giedroycia list polskich intelektualistów, wreszcie także "Deklaracja o przebaczeniu i pojednaniu" prezydentów Polski i Ukrainy z 1997 r. zostały oparte na rzetelnej, etycznej i historycznej analizie wydarzeń. Nie są przykładami politycznej naiwności, ale śmiałego patrzenia w przyszłość.

Grzegorz Motyka jest pracownikiem ISP PAN i Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. Wydał m.in. książkę "Tak było w Bieszczadach. Walki polsko-ukraińskie 1943-1948", za którą otrzymał Nagrodę Historyczną "Polityki"




czy podrożeją paliwa?

wyceń swój samochód!

 

gazeta.pl - Copyright © AGORA S.A.Ochrona prywatności i warunki użytkowania serwisuReklama na naszych stronach

http://www.gazeta.pl/alfa/artykul.jsp?xx=193104&dzial=010198